sobota, 5 marca 2016

Płakała raz w życiu: gdy umarł Stalin. Reż. Pawlikowski docenił łzy i nakręcił o niej „IDĘ”.

5 marca 1953 roku zmarł Józef Stalin (Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili), tego dnia jedyny raz w życiu Halina Wolińska płakała. Była jedną z ostatnich zbrodniarek okresu stalinowskiego, które można było jeszcze osądzić w Polsce. Jako powód pozostawania za granicą podawała swoje żydowskie pochodzenie.

Helena Wolińska – płakała raz w życiu: gdy umarł Stalin

Zbrodniarka, która po latach przebrała się w szaty ofiary i ze swych dawnych przestępczych uczynków uczyniła powód do dumy. Tak najkrócej można opisać życie Heleny Wolińskiej, przedwojennej komunistki, która po 1945 roku, będąc już wysoką funkcjonariuszką Naczelnej Prokuratury Wojskowej posłała na śmierć bardzo wielu polskich patriotów, m.in. generała Augusta Fieldorfa „Nila”. 

Wolińska, a raczej Felicja Danielak, nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. Stalinowska prokurator pochodzenia żydowskiego (Fajga Mindla) zmarła spokojnie w Wielkiej Brytanii w 2008 roku i została pochowana w kwaterze żydowskiej Wolvercote Cementery w Oxfordzie.
Jej angielskim sąsiadom trudno było uwierzyć, że ta niepozorna, energiczna staruszka z kokiem na głowie i wielkimi oczami, którą przez długie lata mijali na ulicy, była w latach 40. i 50. okrutną, bezwzględną i sadystyczną komunistyczną prokuratorką.
„Za każdym razem, gdy spotykała mnie na ulicy z synkiem, głaskała go po główce i się nim zachwycała. Zwykła starsza pani” – wspominała, już po śmierci Wolińskiej, Maria Davies, żona prof. Normana Daviesa.
Nie była to opinia odosobniona. Gdy w końcu lat 90. polskie Ministerstwo Sprawiedliwości wystosowało do Londynu wniosek o ekstradycję Heleny Wolińskiej, spotkał się on z oburzeniem sporej części brytyjskiego społeczeństwa. Podobnie negatywny rezonans wśród licznej grupy mieszkańców Albionu wywołał Europejski Nakaz Aresztowania Wolińskiej, który wydano, na wniosek Instytutu Pamięci Narodowej, 20 listopada 2007 roku.
W Wielkiej Brytanii pojawiły się głosy o antysemickim rzekomo podłożu polskich starań o ekstradycję stalinowskiej prokuratorki. O jej ofiarach, o ile w ogóle ktoś podejmował ten temat, mówiono na zasadzie – „to było dawno i nieprawda”.
Ostatecznie władze angielskie odmówiły wydania Heleny Wolińskiej, powołując się m.in. na jej brytyjskie obywatelstwo.

Bezpieczniacka rodzinka
Drogę do Oxfordu rozpoczęła Wolińska w… Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej, do którego wstąpiła w 1936 roku. Działalność w antypaństwowej organizacji młoda kobieta łączyła przez trzy lata ze studiami na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studia te, przerwane z powodu wojny, ukończyła w 1948 roku. Już wówczas była liczącą się personą, jako szefowa Wydziału Kadr w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej. Autorytetu przysparzał jej także mąż Franciszek Jóźwiak, który był jednocześnie komendantem głównym MO i wiceministrem bezpieczeństwa publicznego.
Przy takim mężu nie można nie zrobić kariery! I Wolińska tę karierę zrobiła.
Po zakończeniu służby w MO, jako niespełna 30-letnia kobieta trafiła, w randze podpułkownika, do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. W 1949 roku zajmowała się tam weryfikacją wojskowych sędziów i prokuratorów. Przez trzy lata była też sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w NPW.
Głównym polem jej działań było jednak zwalczanie „reakcyjnego podziemia”, jak w latach stalinowskich określano żołnierzy wyklętych. Helena Wolińska, jako prokurator wojskowy wydawała nakazy aresztowań i nadzorowała śledztwa przeciwko żołnierzom podziemia niepodległościowego. Decydowała o ich życiu i śmierci. Jej najsłynniejszą ofiarą był generał „Nil”, ale jest odpowiedzialna za śmierć lub prześladowania setek, a może i tysięcy ludzi.
Wolińska do swych ofiar odnosiła się z pogardą i wulgarnie. Niewiele lepiej traktowała też podwładnych. Była arogancka i pewna siebie. W sytuacjach, gdy jej autorytet wydawał się niewystarczający powoływała się na wysokie stanowisko męża.
Nie wzruszała jej ludzka niedola, prośby i płacze żon i dzieci, których mężów i ojców skazywała na śmierć. Krystynę Sobolewską, żonę żołnierza Armii Krajowej Juliusza Sobolewskiego, która przyszła do niej z prośbą, by zweryfikowała swój wniosek o karę śmierci dla niego, wyrzuciła z gabinetu.
„To najgorszy dzień w moim życiu, bo właśnie zmarł towarzysz Stalin” – wykrzyczała. Ten jeden, jedyny raz miała Wolińska łzy w oczach. Zbrodniarka płakała nad zbrodniarzem.

Zamieniła ubeka na profesora
Śmierć „towarzysza Stalina” zapoczątkowała powolny koniec prokuratorsko-bezpieczniackiej kariery Wolińskiej. Wzorem innych zasłużonych towarzyszy z resortu (przykładem niech będzie tu Zygmunt Bauman) postanowiła realizować się na niwie naukowej.
Pracowała w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, a potem w Wyższej Szkole Nauk Społecznych. W 1962 roku została doktorem nauk prawnych na podstawie pracy „Przerwanie ciąży w świetle prawa karnego”.
Wolińska wiedziała, jak się ustawić. Za lat stalinowskich jej karierę pilotował bezpieczniak Jóźwiak, a po nadejściu Gomułki rozwojem małżonki zajął się marksistowski profesor Włodzimierz Brus – drugi mąż naszej „bohaterki”.
Wolińska jednak kariery naukowej nie zrobiła. Antysemickie czystki, do jakich doszło w PRL po marcu 1968 roku, pozbawiły ją pracy i zmusiły do emigracji – wraz z Włodzimierzem Brusem. Na początku lat 70. para ta zamieszkała w Wielkiej Brytanii.

Skarżyła się na Polskę, ale wojskową emeryturę brała
Przez lata małżonkowie żyli w spokoju, korzystając z sielskiej angielskiej atmosfery. Nie rozdrapywali ran, ale interesowali się tym, co dzieje się w „starym kraju”. Z biegiem lat zaczęli kreować się nawet na sympatyków demokratycznej opozycji w PRL. Profesor Brus, jak okazało się niedawno, łączył te sympatię ze współpracą z wschodnioniemiecką służbą bezpieczeństwa Stasi – jako tajny współpracownik „Fakir”.
Zmiany do jakich doszło w Polsce w 1989 roku odgrzały sprawę stalinowskich morderców w togach, w tym i Heleny Wolińskiej. W polskim prawie karnym zdefiniowano pojęcie „zbrodni komunistycznych” i ustalono zasady ich ścigania.
Niestety nowe prawo funkcjonowało tylko na papierze. Wolińskiej nie udało sprowadzić się do kraju i postawić przed sądem.
Dawna stalinowska prokuratorka skutecznie wykorzystywała antypolskie fobie istniejące w sporej części społeczeństwa brytyjskiego. Wolińska przedstawiała siebie, jako ofiarę polskiego antysemityzmu, osobę, która cudem tylko wyszła z życiem z warszawskiego getta, by teraz, po latach, wpaść w ręce polskiej czerni.
W udzielanych brytyjskiej prasie wywiadach, Wolińska tłumaczyła, że postawione jej zarzuty mają charakter „polityczny i antysemicki” i że w związku z tym nie może liczyć w Polsce na „uczciwy i sprawiedliwy sąd”.
Angielscy dziennikarze stanęli za nią murem. „The Independent” podkreślał, że Wolińska to „jedna z nielicznych przedstawicielek mniejszości żydowskiej w Polsce, która ocalała z Holokaustu”. Jej ekstradycja do Polski byłaby, według tej gazety, „ekstradycją do kraju, gdzie znajdują się takie miejsca, jak Oświęcim i Brzezinka”. Jeszcze ostrzej zareagował „The Sunday Times”: ”Czy Żyd może liczyć na sprawiedliwość w kraju Auschwitz, Majdanka i Treblinki, gdzie antysemityzm rodem ze średniowiecza wciąż pozostaje mocno okopany?”
Władysław Bartoszewski, który sam był jedną z osób prześladowanych przez Wolińską w okresie stalinowskim, uznał podobne tłumaczenia za bezzasadne. W wywiadzie udzielonym dla brytyjskiego „Guardiana” Bartoszewski powiedział: „Podpis ppłk Wolińskiej figuruje na moim akcie oskarżenia czerwonym ołówkiem. Zatwierdzając akt oskarżenia wobec mnie dobrze wiedziała, że jestem współzałożycielem Rady Pomocy Żydom. Jestem przykładem, że tłumaczenia pewnych ludzi wokół Wolińskiej i jej samej, że trwa wokół niej jakaś antysemicka akcja, są bzdurą.”
Żale na bezprawie, jakie ją spotkało nie przeszkadzały Helenie Wolińskiej w sumiennym kwitowaniu przesyłanej jej z kraju specjalnej emerytury wojskowej. Została jej ona odebrana dopiero w 2006 roku – w 17 lat po odrodzeniu niepodległej Polski. Także w tym samym roku prezydent Lech Kaczyński pozbawił ją Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski (przyznanego w 1945 roku) i Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski (przyznanego w 1964 roku).
Były to jedyne kary, jakie ją spotkały.

„Otwarta, ironiczna, ciepła”
Paweł Pawlikowski, twórca słynnego obrazu„Ida”, nie krył, że pierwozwzorem postaci filmowej Wandy , też dawnej stalinowskiej prokuratorki, była właśnie Helena Wolińska.
Wolińską poznał Pawlikowski w latach 80. i uznał ją za „fajną panią”. W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” reżyser wspominał: „otwarta, ironiczna, ciepła. To był szok dla mnie, kiedy się dowiedziałem – wiele lat później – że Polska żąda jej ekstradycji”.
Witold Chrzanowski

Źródło: http://alfa.com.hel.neon24.pl/post/130034,gdy-zaplonal-nagle-swiat-zolnierze-wykleci , 1 marzec 2016
https://wirtualnapolonia.com/2016/03/05/plakala-raz-w-zyciu-gdy-umarl-stalin-rez-pawlikowski-docenil-lzy-i-nakrecil-o-niej-ide/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz