sobota, 20 lipca 2019

Złowrogi cień banderyzmu ,,dobrej zmiany''

11 lipca minęła kolejna, bo już 76 rocznica ukraińskiego ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Tego dnia, jak każdego roku odbyły się w całej Polsce uroczystości upamiętniające i oddające hołd naszym rodakom z Kresów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, bestialsko zamordowanym tam przez ukraińskich szowinistóww latach 1943 - 1945, a którego to ludobójstwa apogeum, była Krwawa Niedziela 11 lipca 1943 roku, kiedy to w zorganizowanym, bo zaplanowanym dużo wcześniej, w najdrobniejszych szczegółach, ataku, bandy OUN - UPA, dokonały tego dnia napaści na 99 polskich miejscowości na Wołyniu, w powiatach Łuckim, Kowelskim, Włodzimierskim i Horochowskim, mordując w ciągu tylko pierwszych 24 godzin ponad 10 tysięcy naszych rodaków.


Jak każdego roku wszystkie uroczystości upamiętniające Polaków, bestialsko pomordowanych na Wołyniu przez swoich ukraińskich sąsiadów, zostały zorganizowane, wyjąwszy Przemyśl, wyłącznie przez organizacje Kresowe, Narodowe i Społeczne. Władze państwowe, mieniące się przedstawicielem Suwerena, jak zwykle umyły od tego obowiązku swoje ręce i nie kiwnęły nawet palcem, by nie tylko podjąć się organizacji takich obchodów sami, czy choćby objąć nad nimi swój patronat. A jeśli już jacyś przedstawiciele władz lokalnych zjawili się tego dnia, na odbywających się uroczystościach w hołdzie pomordowanym Polakom, to przysłano na nie jedynie podrzędnych urzędników trzeciego szczebla.
Nawet na uroczystościach centralnych, czyli państwowych, które odbyły się tego dnia w Warszawie na Skwerze Wołyńskim, prezydent Andrzej Duda, pojawił się na nich o 10 rano, czyli na godzinę przed ich oficalnym rozpoczęciem,  szybko składajć wieniec i jeszcze szybciej opuszczając to miejsce. Godzinę później, gdy zjawili się tam przedstawiciele Kresowian, nie przybył na miejsce uroczystości, ani premier rządu, ani marszałek Sejmu i Senatu, czy nawet choby tylko ich zastępcy, ale tak jak wszędzie przysłano i tu urzędników trzeciego, czy nawet czwartego szczebla, by pokazać w ten sposób, że przedstawicieli najwyższych władz tego państwa, godne uczczenie polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa zupełnie nie interesuje.

A wygłoszoną na Skwerze Wołyńskim przez księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego, niepochlebną dla rządzących mowę, następnego dnia, nie tyle ocenzurowano przez rządową telewizję, ale najzwyczajniej w świecie usunięto w ogóle ze stron tvp.info, po prostu bezczelnie ją wykasowując, żeby nikt nie miał do niej dostępu i nie przekazywał za pomocą internetu innym.

A jaki przebieg, oprócz zdelegalizowanej we Wrocławiu już pod pomnikiem Ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Kresach, manifestacji zorganizowanej 11 lipca przez Jacka Międlara, za wypowiedzenie przez niego słów, że sprawcami ludobójstwa dokonanego na naszych rodakach, na Wołyniu byli ukraińcy, wypowiedziane przez niego słowa prawdy na ten temat, przedstawiciel władz miasta uznał je za... MOWĘ NIENAWIŚCI, w chwilę później delegalizując całą uroczystość.
Ach, gdyby tego ludobójstwa na Polakach zamieszkujących Wołyń dokonali sowieci, wtedy upamiętnienia tego tragicznego wydarzenia we wszelkiej możliwej formie, w postaci nazw ulic, pomników i tablic pamięci, stały w każdym mieście, miasteczku i nawet najmniejszej wiosce w całej Polsce. A sam Jacek Międlar zostałby wtedy uznany za wzór patriotyzmu, którego odznaczono by nawet Orderem Orła Białego, i któremu organizowano by co roku tourne po wszystkich szkołach, przedszkolach i zakładach pracy w cały kraju, przedstawiając go jako wzorcowy przykład najbardziej niezakłamanego, autentycznego w każdym calu modelu polskiego patriotyzmu i do brania zeń przykładu i naśladowania we wszystkim. A tak znów za odważne wypowiedzenie przez siebie, niewygodnych dla rządzącego układu POPiSu, gorzkich słów prawdy o prawdziwych isnpiratorach i  sprawcach wołyńskiego ludobójstwa Polaków, znów grozi mu się dwoma latami bezwzględnej odsiadki.

Praktycznie podobnie zakończyła się kolejna uroczystość  zorganizowana przez wrocławskie środowiska Kresowe, wspólnie ONR, kiedy po wyjściu z miejsca wcześniejszej debaty rocznicowej, stojąca już przed miejscem tego spotkania policja, dosłownie zastraszyła uczestników tego zgromadzenia i samego Pana Stanisława Srokowskiego, ostrzegając go, by ten nie wygłaszał pod pomnikiem Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa żadnego, dłuższego i szczegółowego przemówienia na ten temat, ale żeby streścił się w tej kwestii do góra trzech minut, albowiem w przeciwnym razie i ta manifestacja zostanie zdelegalizowana.

Bardzo wymowna i wiele mówiąca, w przypadku obu tych wrocławskich, rocznicowych uroczystości wołyńskich, była postawa i reakcja policji, ponoć państwowej w stosunku do uczestników obu tych patriotycznych zgromadzeń, która zamiast ochraniać jej wszystkich uczestników, delikatnie trzymając się na uboczu, od samego początku nastawiona była na bezpośrednią, fizyczną konfrontację z jej uczestnikami, nawet tego nie kryjąc. Od pierwszej bowiem chwili, zarówno wobec uczestników uroczystości zorganizowanych tego dnia przez Jacka Międlara i środowiska kibiców Wrocławia oraz uczestników manifestacji rocznicowej środowisk Kresowych i Dolnośląskiej Brygady ONR, policja robiła wszystko, by sprowokować zamieszki, aby tym sposobem móc brutalnie spacyfikować obie uroczystości. Dzięki jednak właściwej postawie wszystkich uczestników obu tych rocznicowych zgromadzeń, próby te nie przyniosły pożądanego skutku.

Niepoważnym też tłumaczeniem rzecznika wrocławskiego oddziału ,,Ruchu Narodowego'', Pana Stanisława Zapotocznego w rozmowie z Panem Rafałem Mossakowskim, było wpowiedziane przez niego stwierdzenie, że Policja ślepo i bez zastanowienia wykonywała polecenia władz Wrocławia,  wymierzone bezpośrednio wobec uczestników rocznicowych uroczystości obchodów ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu. Policja miała bowiem przede wszystkim jasne polecenia i rozkazy, w jaki sposób mają postępować tego dnia wobec uczestników tych obu uroczystości, które odbywały się 11 lipca we Wrocławiu, ze strony swoich zwierzchników z Komendy Głównej, a nade wszystko od obecnej Pani minister spraw wewnętrznych i administracji Ewy Witek. Tak więc Policja nie wykonywała ślepo poleceń samch tylko władz miejskich Wrocławia, ale też swoich zwierzchników w Warszawie, a polecenia obu tych decyzyjnych gremiów, zarówno Wrocławskich, jak i też Warszawskich, były ze sobą w 100%  zbieżne w kwestii wrogich działań policji, w stosunku do uczestników obchodów upamiętniających i oddających hołd Polakom bestialsko wymordowanym na Kresach Rzeczypospolitej przez bandy ukraińskich szowinistów z OUN - UPA, SS Galizien i inne ukraińskie formacje zagłady w służbie III Rzeszy.

Tak oto na dzień dzisiejszy, nadal niestety przedstawia się prawdziwy stosunek rządów ,,dobrej zmiany'', do ujawnienia pełnej prawdy, dotyczącej ukraińskiego sprawstwa ludobóstwa dokonanego na Polakach, na Kresach Rzeczypospolitej i obecnych ziemiach południowo - wschodniej Polski, w latach drugiej wojny światowej i w okresie kilku kolejnych lat po jej zakończeniu. Rządzący w naszym kraju, zamiast jednoznacznie opowiedzieć się i stanąć po stronie ofiar i ich bliskich, którzy przeżyli genocidum atrox, wciąż stają po stronie ich ukraińskich katów.

A oto relacja Pani Liliany Wojtulewicz, kresowianki urodzonej w zawsze polskim Wilnie, w czasie największego terroru litewskich szaulisów, obecnie mieszkanki Wrocławia, uczestniczki manifestacji patriotycznej ku czci ofiar Wołynia, której przewodniczył 11 lipca 2019 roku Pan Stanisław Srokowski.

Jacek Boki - Elbląg 20 lipiec 2019 r.

Wrocław 76 rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu -OUN-UPA to nie nacjonaliści - Stanisław Zapotoczny



 4 minuta 10 sekunda filmu, policjant nakazuje Panu Stanisławowi Srokowskiemu streszczenie swojej końcowej przemowy do niezbędnego minimum, bez żadnego wdawania się w szczegóły, które ma trwać nie dłużej niż... 3 minuty! 5 minuta 50 sekunda Pan Rafał Mossakowski potwierdza to zastraszenie głównego organizatora uroczystości




Relacja Pani Liliany Wojtulewicz

Wrocław obchodził 11 lipca 2019 Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ukraińskiego
Ludobójstwa, była to już 76 rocznica.

Zawsze organizatorami byli starsi ludzie, ale tym razem wkroczyła polska młodzież pod czujnym okiem pana Stanisława Srokowskiego, który reprezentował Forum Kresowe. Ta  młodzież jest szkalowana i wyśmiewana przez GW czy GP. Byli to Narodowcy, ONR, MW. Wśród organizatorów był również wielki patriota polski pan Zbigniew Jarząbek z żoną, który jest fundatorem Akademii Patriotów, zaangażowany jest w wiele inicjatyw społecznych, lokalny działacz. Pan Jarząbek i Akademia Patriotów są zwolennikami idei wolnościowej i własności prywatnej, z dużym szacunkiem odnoszą się do tradycji narodowej. Widzą w przyszłości Polskę, jako silne i zamożne państwo.
Uroczystość odbyła się w Polskim Dworze (Dawniej Dwór Wazów) w Rynku.


Sala była piękna, krzesła pozłacane, stół, za którym siedziało 7-8 osób z panem Srokowskim. Byli to młodzi narodowcy z różnych organizacji i przedstawiciel ze studenckiej korporacji. Jako pierwszy referat wygłosił p.Stanisław Srokowski.


W tym roku położono nacisk na rolę Kresów w kulturze Polski.
Muszę dodać, bo opuściłam ważne spostrzeżenie. Sala dość duża była zapełniona do ostatniego krzesła. Po uroczystości udaliśmy się z panem Stanisławem Srokowskim w kierunku
pomnika Ofiar Ludobójstwa Wołyńskiego. Po drodze przyłączyło się trochę osób. Gdy marsz nasz dotarł do bulwaru Ksawerego Dunikowskiego, nagle wybiegło zza drzew 2 "kosmonautów" ubranych w czarne ciężkie uniformy, ogromne kaski,ciężkie buty i potężne plexi tarcze.


Nasze eleganckie panie ubrane na uroczystość wizytowo z kwiatami na chwilę stanęły. Ale widocznie ktoś myślący (czasem ktoś w policji myśli) szybko wycofał "kosmonautów" z tarczami. Zniknęli piorunem.  

Byliśmy już pod pomnikiem i tu znowu "łyżka" goryczy. Do pana Srokowskiego zbliżył się
stróż porządku w uniformie i polecił, żeby pan Srokowski nie wygłaszał długiej mowy, a krótko zwięźle, bez opisów.

  
Pan Srokowski zrozumiał i obecni z marszu też. Modlitwę poprowadził młody człowiek z ONR- a potem nasz ,,tłumek '' cichutko zaśpiewał religijną pieśń. Pan Rafał Mossakowski filmował całą uroczystość od przemówień w Dworze Polskim, do uroczystości pod pomnikiem. Potem widziałam ,że poprosił o wywiad z panem Srokowskim.

Uczestnicy pozostali w grupkach cicho dzielili się wrażeniami.
Dowiedzieliśmy się, że wcześniejszy marsz organizowany przez Jacka Międlara i kibiców został rozwiązany.Wystarczy ,że Jacek będzie poruszał szczękami bez wydawania dźwięków, to już ten sam fakt zostanie nazwany jako mową nienawiści. Czułam cały czas niewidzialną cenzurę. Takie miałam odczucia w tym smutnym dniu.        


                                             Liliana Wojtulewicz - Wrocław 17 - 18 lipiec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz