wtorek, 10 stycznia 2017

Bredzenie Ewy Siemaszko




 Ewa Siemaszko o zniszczeniu pomnika w Hucie Pieniackiej: Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na „łapki” rosyjskie





Pani Siemaszko zobaczyła ,,rosyjskie łapki'' w zniszczonym przez ukraińskich banderowców pomniku polskich ofiar OUN-UPA i SS Galizien w Hucie Pieniackiej, bo był w pozostawionym przez ukraińskich sprawców, napis z błędem ortograficznym, którego rzekomo żaden Ukrainiec by nie popełnił. Wypowiadanie takich bredni ex katedra po prostu dyskwalifikuje tą panią jako autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie, z tematem ukraińskiego ludobójstwa na Polakach zamieszkujących Kresy Rzeczypospolitej włącznie ! Od kiedy to żaden Ukrainiec nie jest zdolny do popełnienia błędu ortograficznego w pisowni własnego języka? Każdy niedouczony człowiek w posługiwaniu się pisownią własnego języka ojczystego, który w swej młodości ,,rzucał'' w szkołę kamieniami , z każdego narodu popełnia takie właśnie błędy, i takich ludzi jest cała masa, ale jak przekonuje nas pani Ewa Siemaszko z jakiegoś nieokreślonego i nie wyjaśnionego przez nią powodu, nie dotyczy to...Ukraińców !

Twierdzi również z takim samym, nie podlegającym dyskusji przekonaniem, że za ruskim sprawstwem zniszczenia pomnika polskich ofiar banderowskiego ludobójstwa w Hucie Pieniackiej przemawia to, że jako pierwsze przekazały tą informację rosyjskie portale internetowe. Nie zastanawia się rzecz jasna ani przez chwilę nad tym prostym faktem, że gdyby nie ujawnili tego faktu i nie nagłośnili Rosjanie, to nie zrobiłby tego nikt ! A już Ukraińcy nie zająknęliby się na ten temat ani słowem na 100%. Znając banderowców przy czynnym współudziale polskojęzycznych merdiów zatuszowaliby całą sprawę tak skutecznie, że nie dowiedziałby się o tym wydarzeniu absolutnie nikt ! A jeśli nie ma takiego faktu w oficjalnych mediach, to taki fakt nie istniej wcale, choćby miał miejsce w biały dzień w centrum nawet wielomilionowego miasta.

Jeszcze jednym dowodem, który przemawia za rzekomym rosyjskim sprawstwem dewastacji pomnika Polaków pomordowanych przez Ukraińców w Hucie Pieniackiej, było użycie do jego wyburzenia materiałów wybuchowych, w posiadaniu których Ukraińcy rzecz jasna być nie mogli, z tej prostej ponoć przyczyny, że na Ukrainie posiadanie materiałów wybuchowych jest surowo zabronione, a tym samym rzeczą niemożliwą jest, by jacyś Ukraińcy mogli je zdobyć, aby za ich pomocą dokonać tego przestępczego czynu. Ten za przeproszeniem ,,argument'' po prostu powala groteską i śmiesznością autorów tego rodzaju stwierdzeń. W kraju, w którym toczy się regularna wojna domowa, gdzie w czasie trwania banderowskiego Majdanu ograbiono do cna całe magazyny wojska, Omonu i milicji z broni, amunicji wszystkich kalibrów i materiałów wybuchowych. W kraju, gdzie weterani pacyfikacji Donbasu przywożą stamtąd całe skrzynie granatów, amunicji do pistoletów i karabinów maszynowych, jak również samą broń oraz materiały wybuchowe, rzekomo ci Ukraińcy nie są w stanie wejść w posiadanie tego rodzaju gadżetów, jak przekonują nas do tego polskojęzyczne merdia, a za nimi pani Ewa Siemaszko, bo tego zabrania im Ukraińskie prawo, co tym samym jednoznacznie według niej, wskazuje bez dwóch zdań na rosyjskie sprawstwo profanacji i zburzenia pomnika pomordowanych Polaków w Hucie Pieniackiej.





  Kolejny dowód ukraińskiej przyjaźni do Polaków. Sprofanowany i wysadzony w powietrze pomnik ku czci Polaków pomordowanych przez ukraińskich szowinistów w Hucie Pieniackiej


Idąc tokiem rozumowania i wykładni logiki pani Ewy Siemaszko, przypominają mi się konferencje prasowe niejakiego Andrija Łysenki, rzecznika prasowego Ukraińskiej Armii z początków pacyfikacji cywilnej ludności Donbasu przez tą że armię Kijowa. Ówczesne wynurzenia Andrija Łysenki przypominały w swoim schemacie wiadomości ,,radia’’ Erewań, w czasie których to pamiętnych briefingów można było usłyszeć niemal każdego dnia, że ,,niezwyciężona’’ armia ukraińska, odnosi kolejne błyskawiczne zwycięstwa w walce z ruskimi terrorystami w Donbasie, i że jest już tylko o maleńki krok od ostatecznego zwycięstwa. Po weryfikacji opowieści dziwnych treści wygłaszanych przez pana Łysenkę, przy których bajania barona Munchausena były ledwie opowiastkami niezrównoważonego w stopniu lekkim mitomana, to bajdurzenia rzecznika ukraińskiej armii, były dosłownie kabaretowymi występami trzeciorzędnego trefnisia. W czasie występów tego pana można było usłyszeć, że armia ukraińska, to zabiła już 12 tysięcy rosyjskich separatystów, a to, że odniosła wielkie zwycięstwo pod Iłowajskiem w lipcu 2014 roku, a to, że na początku lutego 2015 r. wycofała się bez strat na z góry upatrzone pozycje spod Debalcewa.

Fakty natomiast wyglądały tak, że dwunastu tysięcy powstańców Donbasu nie zabili nigdy, bo w początkowym okresie trwania tej wojny, jak oświadczył pierwszy minister obrony DRL pułkownik Igor Striełkow, siły powstańcze nawet nie zbliżyły się nigdy do tej liczby, którą wymienił nasz mitoman Łysenko. Że ,,niezwyciężona’’ armia samostijnej, zlikwidowała dokładnie tą liczbę powstańców. Jak spuentował to wtedy Striełkow:

..Wygląda na to, że według słów pana Andrija Łysenki, armia Ukrainy zabiła nas wszystkich’’.

Pod Iłowajskiem- Izwarino faktycznie zwycięstwo było, a nawet więcej niż zwycięstwo, a wręcz totalny łomot, ale nie oddziałów powstańczych Donbasu, ale niezwyciężonej armii Kijowa. To samo powtórzyło się w kilka miesięcy później pod Debalcewem, którą to bitwę ruska telewizja transmitowała na swoich kanałach telewizyjnych niemal na żywo, a gdzie ,,niezwyciężona’’ armia’’ pana Łysenki, nie tyle wycofała się na z góry upatrzone przez nią pozycje, co w kilka godzin doznała totalnej klęski z rąk zwykłego pospolitego ruszenia Donbasu. I tylko przed ostatecznym jej unicestwieniem, uratował ją błyskawiczny rozejm, zawarty na skutek błagań o niego przez Poroszenkę, niemal na kolanach przed kanclerzem Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Hollandem, a ci z kolei wybłagali go za pośrednictwem prezydenta Rosji.

Konkludując, doroczne obchody i marsze organizowane we Lwowie,  ku czci dywizji Waffen SS – Galizien oraz marsze organizowane ku czci Stepana Bandery na całej Ukrainie, każdego 1 stycznia, w kolejne rocznice urodzin przywódcy ukraińskich szowinistów, które gromadzą dziesiątki tysięcy uczestników w całym kraju, jak również wszystkie uchwalone dotąd przez Radę Najwyższą Ukrainy antypolskie ustawy, gloryfikujące i uznające za największych bohaterów Ukrainy przywódców i członków ludobójczych formacji ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA i SS Galizien. Nazywanie ich imionami ulic, szkół i wyższych uczelni na całej Ukrainie, stawianie na skalę masową pomników tychże zbrodniarzy w każdym mieście i wsiach w całym kraju oraz uchwalanie ustaw grożących karami bezwzględnego pozbawienia wolności, każdemu, kto ośmieliłby się podważać ich wkład w walkę o niepodległość Ukrainy, to według tej właśnie logiki, jaką zaprezentowała nam dziś pani Ewa Siemaszko, to wszystko robota tylko i wyłącznie wrażej ruskiej agentury.
Dlatego możemy być pewni, że 9 stycznia, w dniu kiedy sprofanowano pomnik Polskich ofiar banderowskiego ludobójstwa w Hucie Pieniackiej, a większą jego część wysadzając w powietrze, to palec na detonatorze uruchamiającym eksplozję trzymał osobiście sam Putin ! Nie wierzycie ? Możecie być tego pewni, że Gazeta Polska przedstawi i to już niedługo na swoich lamach niezbite dowody, że wszystko to, o czym dotąd myśleliśmy, że jest to dzieło przyjaznych nam przecież Ukraińców, była w rzeczywistości robotą Kremla i jej ,,zielonych’’ ludzików.
 

Nie jest to pierwszy raz, kiedy ta pani wygaduje i wypisuje podobne brednie. Dobrze pisał o niej kiedyś w swoich dwóch książkach najwybitnieszy polski znawca tematyki ukraińskiego ludobójstwa na Kresach świętej pamięci profesor Edward Prus ( tzw. obecne środowiska Kresowe i ich przywódcy - celebryci zamilczają zgodnie z zaleceniem zaoceanicznej OUN, że taka postać w ogóle nigdy nie istniała. Obecnie mamy w Polsce z naprawdę niezłomnych autorów, którzy piszą nadal na ten temat bezkompromisową prawdę, niestety tylko trzy osoby, a są to sędziwy już profesor Jacek Wilczur, Pan Bohdan Piętka z Oświęcimia i Stanisław Żurek z Lublina. Dalej nie ma NIKOGO! Wszystko to źle rokuje ma dalszą przyszłą edukację polskiej młodzieży w temacie kresowego ludobójstwa, że nie będzie miał kto przekazać dalej im wiedzy i prawdy na ten temat.), że ta pani gotowa była napisać każdą bzdurę, niedorzeczność i łajdactwo, zgodną z oczekiwaniami panującej władzy już wtedy, których ta władza oczekiwała i jak widać to przyzwyczajenie, nie zmieniło się u niej do dziś. W każdym razie ewentualną karierę w mediach braci Karnowskich, a już u Sakiewicza, laureata najwyższego odznaczenia banderowskiej Służby Bezpeky Ukrainy, spadkobierczyni i kontynuatorki ,,chlubnych’’ tradycji Służby Bezpeky OUN-B,  ma po tej wypowiedzi zagwarantowaną!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz