czwartek, 27 października 2016

Głupota i brak zasad


Sejm na wniosek kierownictwa PiS, przy pełnym wsparciu Platformy, Nowoczesnej i częściowym – PSL przyjął „Deklarację Pamięci i Solidarności Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Wierchowneej Rady Ukrainy”. Przeciwko tej uchwale głosowało 33 posłów klubu Kukiza, 2 niezrzeszonych (ja i Robert Winnicki) koło „wolni i solidarni” – Kornela Morawieckiego (3 posłów). 



Ale co ciekawe przeciwko tej głupiej i podłej uchwale głosowało także 3 posłów PSL oraz 3 z PiS, którzy wyłamali się z klubowej dyscypliny. W sumie 44 posłów starało się uratować i honor i elementarne poczucie racjonalności polskiego parlamentu. Dobre i to!

Kto sieje wiatr?

Uchwała Sejmu zaproponowana przez kierownictwo PiS i ochoczo podjęta przez PO i Nowoczesną jest najlepszą ilustracją ślepej polityki, jaką Polska prowadzi na wschodzie, a raczej, jaką realizuje, bo źródła tej polityki leżą poza Warszawą. I działania poprzedniego rządu PO-PSL i obecnego nie służą bowiem polskim interesom w tym wymiarze. Polska jest tutaj pionkiem rozgrywanym czy to przez dominujące w Unii państwa czy też wprost przez Stany Zjednoczone.

To bowiem USA podgrzewają sytuację na wschodzie próbując osłabić Rosję – jedyne państwo, które jest w stanie przeciwstawić się amerykańskiej polityce na Bliskim Wschodzie. Wściekła antyrosyjskość przybierająca już karykaturalne wymiary nie wynika z jakichkolwiek racjonalnych przesłanek, a jest jedynie narzędziem propagandowym, mającym osłonić i uzasadnić eskalację działań politycznych, gospodarczych, a niewykluczone, że w przyszłości także militarnych przeciwko Rosji. W amerykańskiej propagandzie Rosja ma być rzekomym światowym zagrożeniem. Podaje się przykład Gruzji i wojny z 2008 r. gdzie polski prezydent Lech Kaczyński miał wypowiedzieć słynne proroctwo: „Dziś Tbilisi, jutro Kijów, pojutrze Warszawa”.
Tylko, że nikt prawie nie sięga do źródeł i nie wspomina, że w 2008 r. stroną, która rozpoczęła działania wojenne przeciwko wojskom rosyjskim ochraniającym rejon Abchazji, była Gruzja. To prezydent Saakaszwili upewniony obietnicą poparcia udzielonego przez USA kazał zaatakować oddziały rosyjskie. Nikt też w polskich mediach nie analizuje wpływu USA i kierowanego przez USA-NATO na konflikty, jakie wybuchały na świecie w ostatnich 27 latach, od czasu rozpadu ZSRR.

Wyliczę choćby te najważniejsze: interwencja NATO w Serbii w 1999. Podczas nalotów zostało zabitych 2000 osób, w tym 90 dzieci, a 6000 zostało rannych. Dwie wojny z Irakiem – w 1991 i w 2003 roku. Ta druga wojna wywołana i przeprowadzona przez USA z wyraźnym pogwałceniem prawa międzynarodowego. Pod fałszywym pretekstem – rzekomego posiadania przez Irak broni chemicznej, zaatakowano niepodległe państwo.

O wojnie w Afganistanie w 2001 nie wspomnę, bo talibowie rzeczywiście są niesympatyczni, ale czy USA to światowy żandarm? Nie była to przecież interwencja z mandatem ONZ.

A tzw. „arabska wiosna”, czyli szereg powstań w krajach arabskich w latach 2010-2013 wspieranych przez USA, w ramach której zrobiono „porządek” z Kadafim. Dzisiaj widać jakiego rodzaju był to „porządek”. Cały region Bliskiego Wschodu jest zdestabilizowany, Europę zalewają setki tysięcy uchodźców, giną ludzie, rozpadają się państwa, ale interes producentów broni rozwija się świetnie.

Jedną z wojen „domowych”, które rozpoczęły się w ramach „arabskiej wiosny” jest tocząca się wojna domowa w Syrii. Nie trzeba dodawać, że antyrządowi powstańcy zaopatrywani są i wspierani przez Stany Zjednoczone.

Rosyjska drzazga

W tej geopolitycznej układance USA jedynie Rosja może odegrać i odgrywa rolę przeszkody. Widać to wyraźnie w Syrii gdzie wojska rosyjskie uchroniły prezydenta Asada od upadku.
Czy można się zatem dziwić, że z punktu widzenia kierowniczych kręgów politycznych USA Rosja jest największym geopolitycznym zagrożeniem, celem ataków politycznych. Takim atakiem mającym osłabić pozycję geopolityczną Rosji była wspierana przez USA rewolta na Ukrainie rozpoczęta w listopadzie 2013 r., a zakończona obaleniem prorosyjskiego prezydenta Janukowycza w lutym 2014. Politycy amerykańscy nawet nie starają się ukrywać, że wydali na te operacje kilka miliardów dolarów, a największe „jastrzębie” jak senator John McCain czy Victoria Nuland osobiście wspierali Ukraińców w protestach.

Stawka była wysoka, bo Ukraina jest największym europejskim sąsiadem Rosji a w dodatku w jej skład wchodził Półwysep Krymski z portem rosyjskiej floty wojennej w Sewastopolu. Port Ukraina wydzierżawiała Rosji, ale przecież każdą umowę można rozwiązać. I to miała być jedna z „nagród” dla Stanów Zjednoczonych. Wyparcie Rosji z Morza Czarnego, a w konsekwencji osłabienie jej pozycji na Bliskim Wschodzie.

Putin okazał się jednak lepszym graczem, a Ukraina – państwo będące w stanie postępującego upadku, skorumpowane do cna – zbyt słabym partnerem. Rosyjskojęzyczna ludność Krymu, który zresztą miał autonomię – powiedziała Ukrainie – „dość!” i powróciła na łono Rosji, do której Krym należał od końca XVIII wieku. Wbrew temu co głosi amerykańska (a za nią polska) propaganda wszystko odbyło się zgodnie z prawem międzynarodowym, odbyło się referendum, w którym przecież mogli uczestniczyć obserwatorzy, zdecydowana większość mieszkańców Krymu opowiedziała się za przynależnością do Rosji, a zasada samostanowienia narodów ma pierwszeństwo przed zasadą integralności terytorialnej, na którą powołuje się Ukraina. Krym miał prawo się oderwać, tak jak w 2008 r. miało prawo oderwać się Kosowo. Jakoś nikt wówczas z dzisiejszych obrońców integralności Ukrainy, nie bronił integralności terytorialnej Serbii, która miała zdecydowanie większe prawa do Kosowa niż Ukraina do Krymu.

Sojusznik banderowiec

Nieuchronnym skutkiem rozgrywania przez Stany Zjednoczone Ukrainy przeciwko Rosji było poparcie dla ukraińskich nacjonalistów odwołujących się do tradycji OUN/UPA, Bandery i Szuchewycza. Formacji i ludzi odpowiedzialnych za niewyobrażalne okrutne czystki etniczne i mordy setek tysięcy Polaków mieszkających od stuleci na Wołyniu, Podolu, Galicji Wschodniej. Ukraińscy nacjonaliści, którzy dziś budują pomniki Banderze i wychowują młode pokolenia Ukraińców w kulcie OUN i „walki o niepodległość Ukrainy” toczonej przez UPA w latach 1943-46 przeciwko wrogom Ukrainy, tak samo nienawidzą Rosji jak i Polski. Dla nich i Moskal i Lach jest takim samym wrogiem. To, że dziś Moskal stał się celem polityki amerykańskiej jest im na rękę i jest przyczyną, dla której uzyskali mocne poparcie Wuja Sama.
A co z Lachem? Ano Lach musi siedzieć cicho nie wspominać Broń Boże ani o Wołyniu, ani o Lwowie – bo to jest „w poprzek” interesów amerykańskich. 

To właśnie dlatego uchwała Sejmu o Rzezi Wołyńskiej przyszła z takim trudem i oporem kierownictwu PiS. I teraz, żeby zatrzeć wrażenie tej uchwały, wrzucono posłom znienacka wspólną uchwałę obu parlamentów – „Deklarację Pamięci i Solidarności Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Wierchownej Rady Ukrainy”. I cóż my tam możemy przeczytać? Ano po pierwsze, że mamy z Ukrainą „strategiczne partnerstwo”. Po drugie, że składamy hołd milionom ofiar totalitarnych reżimów sowieckiego i niemieckiego, ale ani słowa o setkach tysięcy ofiar Polaków pomordowanych przez tych bohaterów ukraińskich, których pomniki buduje nasz „strategiczny partner”.

W polskim tekście mamy jeszcze passus o opozycji demokratycznej, której na Ukrainie było co kot napłakał, a generalnie owszem siedzieli w sowieckich łagrach przeciwnicy ZSRR, ale głównie ci z nacjonalistycznych organizacji czy wręcz żołnierze UPA. Tekst jest tak skonstruowany, że właściwie polski Sejm oddał tym bojownikom o wolność Ukrainy cześć. Zresztą w ukraińskim tekście, który przyjęła Wierchowna Rada, jest wręcz zwrot o partyzantach sił narodowych, którzy walczyli podczas wojny, a tacy po stronie ukraińskiej byli tylko z UPA.

Już sam fakt, że polski Sejm został do tego haniebnego aktu zmuszony jest skandalem, a co dopiero to, że w gruncie rzeczy deklaracja rzekomo wspólna, wcale wspólną nie jest, bo tekst ukraiński znacząco różni się od polskiego.

Jest wreszcie fragment o „agresywnej polityce Rosji” i konieczności przyjęcia Ukrainy do NATO, a także deklaracja o konieczności zachowania integralności terytorialnej Ukrainy, tak jakby Polska była powołana do obrony tego, czego Ukraina sama nie chce bronić. W obronie Krymu nie zginął ani jeden ukraiński żołnierz. Ukraina - która rzekomo jest zaatakowana militarnie przez Rosję - nie znajduje się w stanie wojny z Rosją, a fabryka czekolady, której właścicielem jest prezydent Ukrainy Poroszenko w ubiegłym roku wpłaciła 60 mln dolarów podatku do rosyjskiego budżetu. Pewnie za te pieniądze Rosjanie uzbroili separatystów z Donbasu.

I w tej sytuacji, kiedy na Ukrainie buduje się pomniki mordercom polskich dzieci, kiedy młode pokolenie tego narodu zostaje poddane nacjonalistycznej indoktrynacji, kiedy Polska nie jest zaproszona do negocjacji w Mińsku, polskiemu Sejmowi podrzucany jest taki tekst uchwały. Przyjęcie tego typu stanowiska przez sejmowe partie to nie tylko uderzenie w naszą godność, naplucie w twarz kresowiakom, którzy głosowali na PiS, zlekceważenie ofiar ukraińskich nacjonalistów, ale to także uderzenie w polskie interesy.

W tej sytuacji musiałem wystąpić przeciwko tej uchwale. Mam nadzieję, że wyborcy akceptują moje stanowisko.

Janusz Sanocki
Autor jest posłem niezależnym.

Tekst źródłowy

 http://www.mysl-polska.pl/1059

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz